piątek, 6 lutego 2015

Szkicownik - przydatne narzędzie malarza


Szkicownik w twórczości każdego artysty, czy to malarza, rzeźbiarza czy grafika to przedmiot ważny. Po pierwsze jest miejscem, na którego kartach artysta szkicuje, czyli kładzie podwaliny pod budowę swojego dzieła. I nie ma tu znaczenia, czy będzie to szybkie zaznaczenie w kilku kreskach rodzącego się pomysłu, czy wypracowane studium rekwizytu lub zdarzenia. Szkicownik to „zbiornik” pojemny, wrzucać można doń wszystko co osobiste, ciekawe i co potrzebne. Ta potrzeba zbierania materiałów i koncepcji znajduje swoje ujście właśnie w posiadaniu owego „kajeciku”, zeszytu lub albumu, w którym można przechowywać swoje artystyczne notatki. Pomysł zawsze pojawia się najpierw w głowie artysty, potem, żeby nie uległ zapomnieniu przerzuca się go ołówkiem na kartkę papieru. Następnie szuka się dalej, wciąż lepszego wyrazu dla swojej wizji, odnajdując przedmioty, modele i całą formę w jaką oprawia się gotowe dzieło. Pewne elementy wymagają szczegółowej analizy, dlatego bierze się je i najdokładniej szkicuje. Temu wszystkiemu służy szkicownik, czyli zbiór szkiców, pomysłów i często początek ich realizacji. Formę kreacyjną posiadają te szkice, które są właśnie pomysłami, ideami zrodzonymi w wyobraźni, często niewyraźnymi i nie do odczytania dla osób postronnych. Należą tylko do artysty i są projekcją jego wyobraźni. Szkice mające formę przygotowawczą to szczegółowe studia nad elementami, które muszą znaleźć się w dziele i powinny posiadać swoje cechy i autentyczność. Żeby nadać gotowemu przedstawieniu szczery i naturalny wygląd potrzeba bardzo wielu obserwacji, których owocem powinny być szkice. Wtedy łatwo jest połączyć pierwsze ogniowo czyli wykreowany pomysł, z ostatnim, czyli gotową pracą.

Dzisiaj w wielkim skrócie postaram się przedstawić jakie znaczenie miał szkicownik dla dwóch polskich artystów, mistrza i jego ucznia, Jana Matejki i Stanisława Wyspiańskiego. Zacytuję również trochę ciekawych fragmentów wyszperanych gdzieś w zakurzonej literaturze. Żałuję, że nie będę w stanie w pełni przekazać ogromu informacji na ten temat.

Zacznijmy od tego, czym jest szkic? Według artystów i ludzi sztuki, to szybko wykonany rysunek odręczny, który niekoniecznie przeznaczony jest do wykonania gotowego dzieła. Może służyć wielu celom, jak choćby uwiecznieniu czegoś co artysta widzi, co pojawia się w jego umyśle jako pomysł na pracę. W szkicu chodzi o to, żeby w szybki sposób graficznie przedstawić obraz, ideę lub zasadę. Słowo schedio, było pokrewne etymologicznie ze słowem schema, i oznaczało czynność wykonaną pośpiesznie. Disegno zaś pochodzi od słowa signo, co można tłumaczyć jako znak lub zapis.

Po co szkicować? Artyści szkicują często w takim celu, ażeby pogłębić zdolność obserwacji. Na uczelniach i w warsztatach już od wieków, adepci wnikliwie obserwowali przedmiot i starali się go studiować. Wykonywali wielkie rysunki na kartonach, ale także drobne szkicując modele ustawione w różnych pozach. Rysunki pośpieszne zrealizowane w plenerze, czy drobne formy szkicowe, miały za zadanie wyrobić w uczniach zmysł obserwacji i pewną wrażliwość. Michał Anioł był zdania, że szkic, robi się po to, żeby oddać rzeczywistość, tę boską cząstkę ukrytą w otaczającym nas świecie. Mówił o rysowaniu, jako o naśladowaniu Boga w jego dziele stworzenia. Leonardo da Vinci, uważał natomiast, że rysując możemy wyjść poza rzeczywistość zastaną i tworzyć własne wizje, pomysły oparte jedynie na własnej wyobraźni. Dwa wielkie nazwiska i dwa różne spojrzenie na problem szkicu i rysunku.


Jak zatem miała się sprawa w wypadku Jana Matejki i Stanisława Wyspiańskiego?
Obaj panowie szkicowali od dziecka, obaj zafascynowani przeszłością, sięgali głęboko do historii. Obaj mieszkali w Krakowie i dzięki temu mięli sposobność by obcować z zabytkami najwyższej rangi, oboje przyglądali się każdemu szczegółowi, każdej cennej historycznie drobinie, która mogła przydać się im w przyszłości do realizacji śmiałych pomysłów. Matejko i Wyspiański mięli jednak różne wizje tego co z cennymi, zanotowanymi obserwacjami można zrobić. Inny był też sposób ich przetworzenia. Tym co jeszcze łączy obu panów, to posiadanie  wartościowych szkicowników, które były nieodłącznym narzędziem ich pracy.

 


JAN MATEJKO

Jaś i jego szkicownik

Matejko już w latach swojej młodości szkicował dosłownie wszystko, co przykuło jego uwagę. Skupiał się przede wszystkim na materiałach rycinowych, które znajdował w książkach historycznych, przynoszonych przez starszego brata, Franciszka Matejkę, docenta pomocniczego nauk historycznych. Były też kroniki Długosza i Bielskiego, z którymi nie rozstawał się nigdy, nawet w późniejszym życiu. Spod jego dziecięcych rąk wychodziły kopie Kościuszki i Poniatowskiego na koniu, rysowane pędzlem i czarnym tuszem. Pasjonowało go bycie rysownikiem i dokumentalistą jednocześnie. Miał ogromną nadzieję, że jego przyszłość to przede wszystkim pokazywanie skarbów przeszłości, za pomocą techniki malarstwa olejnego. Zdawał sobie więc sprawę, że do tego zadania potrzebne są gruntowne studia nie tylko wiedzy historycznej, ale też przestudiowania wielu rekwizytów. Matejko nie marnował żadnej okazji, kiedy chodziło o zbieranie notatek. Kalkowanie było dla niego formą zbierania materiałów i przyjemnym spędzaniem wolnego czasu. Ten swój zbiór kartek i szkicownik, sam nazwał Skarbczykiem, ale przy innej okazji Słownikiem. W nim przyklejał różkami wspomniane kalki na sztywniejszy papier. Ze swoim notatnikiem nie rozstawał się do końca życia, wierzył, że wszystkie w nim zebrane szkice mają wielką wartość. To nagromadzenie kalek i rysunków zawiera 2149 pozycji, z tego 1055 to przekalkowania, a 1094 to rysunki odręczne. 

Typowe, konturowe kalki Jana Matejki

W ten sposób Matejko chciał oprzeć swoją twórczość malarską o bazę własnych odkryć historycznych. Fakt, że od najmłodszych lat zajmował się tego typu dokumentacją zaważył na całym dorosłym życiu Matejki. Dla młodego Jana rysowanie było formą ekspresji, miał on bowiem we wczesnych latach kłopoty z mówieniem. Rysunek był więc formą komunikowania się ze światem, eksploracją niezbadanych przez nikogo terenów. Ojciec Jasia długo był niechętny zamiłowaniu syna do sztuki i mawiał: to to zabawka, nie pewny chleb. Przyjaciel artysty z młodych lat, Izydor Jabłoński wspomina: do przedmiotu najmniejszego znaczenia używał przy obrazie wzoru z natury, ażeby każdy wycięty kawałek z obrazu jak: cząstkę szkieletu, okruch posągu, poznać można było, co przedstawia. Matejko udawał się często w asyście swojego kolegi na wycieczki po mieście dla zdobyczy kostiumowych portretów i stylów w pomnikach architektonicznych. Najbardziej lubił wybrać się we dwóch, celem swobodnej pogadanki, wymiany wrażeń i rysowania lub notowania napotkanych interesujących "kawałków". Odwiedzał wszystkie zabytkowe kościoły, klasztory i budowle krakowskie, celem gromadzenia informacji w formie szkiców ołówkowych, czasem też i akwarelowych. O pracy Matejki nad przywracaniem do życia świetności dawnych czasów najlepiej wyraził się Stanisław Witkiewicz: przerysowywał on wszystkie pomniki, wszystkie płyty nagrobne, wszystkie stare sztychy i pieczęcie, wszelkie zabytki architektury dawnej Polski, doszedł do takiej znajomości obyczajów, użytku sprzętów, kroju sukien, budowy i użycia zbroi i broni (…) że jego obrazy (…) robią wrażenie istotnych świadków dawnych wieków. W 1856 roku Matejko uzyskał prawo do wglądu w ważne dokumenty i manuskrypty ze zbiorów rękopiśmiennych Biblioteki Jagiellońskiej. Zaczyna się dalszy proces eksploracji historycznej i gromadzenia danych. Jabłoński pisze: Szkice te wykonywał Jan najczęściej na lichym rysunkowym papierze, rzadko w albumie, wielkości nie jednakiej, ale przeważnie podłużne w szerz, quarto. Dodał jeszcze: Religijność i przywiązanie do tradycji i interes artystycznych zdobyczy z obserwacji ludzi w różnych chwilach i momentach, przyczyniały się do tego, że nie wybierał się nigdzie bez notatki lub albumu, albo, co wpadnie w oko lub na myśl, wyobraźnią pobudzoną nakreślić, lub zapisać ze zdarzeń. Innym razem napisał: Ciągłe używanie ręki, oka, myśli, rozwijało w nim niezwykłą wprawę, łatwość szkicowania, zapamiętania formy, barwy, wyrazu itd. w usłudze zawodu.  

Stanisław Witkiewicz pisze: gdzie tylko sztuka stykała się z przeszłością, gdzie tylko otwarto grób którego z dawnych ludzi (…) wszędzie tam był Matejko ze swoim ołówkiem i pędzlem (…) porywał te prochy i wracał do życia. 

jedne z wielu szkiców Matejki mających na celu wnikliwe studiowanie przedmiotów

  
Gdy uczył się w szkole monachijskiej, chętniej od siedzenia w zatęchłych pomieszczeniach sal malarskich wolał wycieczki po mieście i wizyty w tamtejszej bibliotece. Jabłoński pisze: Nowych budowli nie cenił, za to wszystkie zabytki architektury w dawnych dzielnicach skrzętnie badał i szkicował z dopiskami. W starej Pinakotece z wielkim zajęciem oglądał i i studiował różnych szkół obrazy (...) które później skopiował akwarelą dla swojego Skarbczyka, oba portrety Rubensa. Najbardziej tu przemówił do niego ze względu sztuki wyrazu twarzy, portret żony z córeczką Van Dycka; ów stał się jego ukochanym, często doń wracał. Kiedy zabierał się tam do malowania i nie wiedział czym przyodziać postać: radził sobie płatkami posiadanych tkanin, a wszystkie akcesoria czerpał ze swojego Skarbczyka, wyjmując tylko formę z rysunku. Kiedy zachorował na tyfus i leżał w izolatce w monachijskim szpitalu, mimo wysokiej gorączki: Prosił (...) o sprowadzenie rzeczy w kuferku i utensylii rysunkowych, a głównie Skarbczyka, nadto o parę arkuszu kalki i znane mu dzieła o kostiumach z biblioteki akademickiej. 


Szkic czaszki z grobu Kazimierza Wielkiego
Rekonstrukcja głowy króla na podstawie kształtu czaszki

Innym razem w trakcie badań nad grobem Kazimierza Wielkiego na Wawelu, Matejko zmierzył się z tematem antropologicznym. Asystował archeologom w trakcie ekshumacji zwłok króla i obserwując kości zmarłego notował w swoim szkicowniku, nie tylko szczątki, ale i wyposażenie grobu wraz z insygniami. Uwiecznił w liniach zarys czaszki, a wróciwszy do domu przy pomocy uprzezroczystnionego przez wosk papieru, dorysował chrząstki nosa i żuchwę


Pierścienie, biżuteria i pozłacane królewskie jabłko zwane globus cruciger. Matejko próbuje robić tzw. rzuty z różnych perspektyw, tak by mieć potem pojęcie o przestrzennej budowie regaliów

 
Artysta nie tylko wyrysowuje szklane imitacje gemm w oprawie przytwierdzone do wykonanej
z miedzi korony, ale też stara się "zapisać" dekoracyjny wzór samej blachy



Pomysły na obraz zaczynają się u Matejki na kartce papieru. Artysta długo pracuje intelektualnie aż wreszcie przelewa swoje wizje na papier, zarysowując go ołówkiem. Ciągle poprawia, wymazuje, szuka odpowiednich kierunków, ustala kompozycję. Na tym etapie chętnie radzi się bliskich i przyjaciół, a także wysłuchuje porad i jest otwarty na krytykę. Żartobliwie o pracy nad szkicami Matejki, Marian Wawrzeniecki pisze: Zaczął szkicować w albumie, formatu małego, rysując szybko, frenetycznie, wytworzył istny obłok, tak zmącony, zakreślony, jakby indyjskiemi bożkami o wielu rękach, nogach, głowach we mgle, z tego chaosu dopiero zaczęły się wyłaniać więcej wyrażone mocniejszym konturem grupy (…). 

 
Bardzo swobodnie szkice ołówkiem i tuszem, będące pomysłem na kompozycje obrazów olejnych


Zaraz potem przechodził do kolejnego szkicu, czystszego i na większym formacie. Posiadając ogromną pamięć malarską, Matejko doszedł do takiego etapu pracy, w którym to modele byli dopasowywani do tych powstałych na szkicach, a nie odwrotnie. Tę zdolność do obserwacji i absorpcji widzianych obrazów, rozwinął w nim Stattler, który powtarzał podobnie jak Gerson, by nieustannie szkicować kontemplowaną naturę. Dlatego początków dzieł mistrza należy szukać w jego bogatej wyobraźni, rzeczywistość natomiast stała się tylko podporą i pomocą w ich realizacji.
Matejko dla poszukiwania odpowiednich charakterów ludzkich, gdziekolwiek się udaje, zabiera zawsze ze sobą szkicownik, w którym notuje ciekawe obserwacje. Dla wyczucia ludzkiej ekspresji wynikającej z uniesień religijnych, ekstatycznych czy po prostu najzwyklejszych emocji, szkicuje postacie na odpustach, podczas świąt i jarmarków. Osoby z błagalnym wyrazem twarzy, jak dziad odpustowy, czy zmęczone ludzkim cierpieniem i starością twarze przykurczonych kobiet, z biegiem lat stają się jego ulubionym tematem. W każdej twarzy odciśnięte są przeszłe emocje, grymasy wskazujące na aktualnie odczuwane emocje i tych wyrazów uczuć poszukuje Matejko najbardziej. Witkiewicz zdolność szkicowego chwytania charakteru opisuje: (…) wyraz uczuć na twarzy. Opiera się on na skomplikowanej grze drobnych skurczów małych mięśni, wyrażających się ledwie dostrzegalnymi zmianami nachyleń płaszczyzn wygięć linii (…) i tylko najdoskonalsze władze artyzmu, niesłychana spójność spojrzenia i sprawność ręki dają możliwość ich odtwarzania. Dzięki tym obserwacjom jego późniejsze dzieła, pełne są psychologii i wyczucia emocji. 

Podsumowując przygody Jana Matejki ze szkicownikiem, przytoczę słowa Stanisława Witkiewicza na temat nie przygotowawczej, a kreacyjnej formy szkicu: stopień władania ruchem danego malarza, najlepiej ujawnia się w szkicach, ponieważ szkic jest najszczerszym, najbezpośredniejszym wyrazem jego talentu i indywidualności. Tworzy on go bez pomocy środków zewnętrznych, jak modele, studia, poprawki wprowadzane z rozwagą na podstawie obserwacji, jest on w nim zupełnie na woli najelementarniejszych pierwiastków swego temperamentu i swego uzdolnienia. Słowem szkic, pod względem wyczucia i oddania ruchu daje najpewniejsze o danym talencie wskazówki.


Cenne rady i wskazówki przekazał Matejko swoim uczniom. Jednymi z wielu byli Stanisław Wyspiański i Jacek Malczewski. Ten ostatni, tak oto pisał do swojego ojca w liście: Z młodym Kossakiem Wojtkiem, z którym latać po całym Krakowie będziemy, zbierając szkice… Dziś ze cztery godziny byłem na Kazimierzu, rysując stare domy, szkiców wszędzie pełno. Ochota do rysunku aż mimowolnie bierze, patrząc na stare mury, domy, pomniki, kościoły i ludzi tak oryginalnych, że rzadko takich napotkać gdzie można. Rysować sobie można na środku rynku, a nikt nigdy nie przeszkadza, ani się nie przygląda z tyłu.


STANISŁAW WYSPIAŃSKI


Wyspiański - kontemplacja przyrody (geranium)
Młodszy od Malczewskiego Stanisław Wyspiański również pierwsze krok stawiał w świecie sztuki brodząc po mieliznach historii. Jego zamiłowanie do średniowiecznej ornamentyki i wzorów rodem ze średniowiecznych kart Villarda Honnecourta, miało początek w młodzieńczej fascynacji architekturą. Już od najmłodszych lat pobudzany przez swego ojca, krakowskiego rzeźbiarza do pracy twórczej, próbował swoich sił rysując rzeźbione figury. Wuj Kazimierz Stankiewicz, podrzucał małemu Stasiowi fotografie znanych obrazów w tym album Galerii Drezdeńskiej, który ten przechowywał i podobnie jak młody Jan Matejko przerysowywał. Obcowanie z reprodukcjami znanych dzieł dały mu pogląd i przyczyniły się do pogłębiania wiedzy na temat różnych stylów w malarstwie i architekturze. Jak wspomina Wincenty Trojanowski w biografii Wyspiańskiego: Mały Staś nie tylko samymi obrazkami się interesował, otaczająca natura pociągała go więcej, począł wcześnie rysować to co widział, na przechadzkach po wybrzeżu Wisły, a szczególnie na Wawelu, gdzie przesiadywał całymi godzinami, wszystko zapamiętale szkicował w swoim kajeciku. Ten polski Akropol magicznie pociągał go historią i legendami. Na wycieczki ze szkicownikiem wybierał się Wyspiański sam, a kiedy nie szkicował wpadał w zadumę i kreował w swojej wyobraźni przeróżne wizje i pomysły, które urzeczywistniły się w jego pracach dopiero po latach. Zajęcia z rysunku u profesora Walerego Eliasza, polegające na naśladowaniu i przerysowywaniu wzorów i odlewów, nie były ulubionym przedmiotem Wyspiańskiego. Wolał wybrać się w tym czasie z kajetem do muzeum i szkicować zabytki kultury polskiej.

Matejko często zabierał chłopca do swojej pracowni i pokazywał mu technikę swojej pracy, warsztat oraz zbiór własnych, historycznych pamiątek. Nie wiedział jednak, że Wyspiański będzie chciał pójść w swoich poszukiwaniach dalej i nie będzie skupiał się wyłącznie na malarstwie olejnym. Jednak podobnie jak Matejko, wychodził z założenia, że zbierane notatki mogą wkrótce stać się pomocą w wykonywaniu poważniejszych prac. Dzięki temu powstaje około roku 1890 tzw. Szkicownik Mariacki, czyli teka, której tematem są studia figur i detali, a przede wszystkim ornamentów. W młodości Wyspiański ruszył w podróż po Europie z zamiarem podpatrzenia przeróżnych stylów i dekoracji w świątyniach i zabytkowych budowlach. Szczególną uwagę zwracał na gotyckie ostro-łukowo budowane katedry, które pełne były bogato zdobionej ornamentyki składającej się z elementów organicznych i figur geometrycznych. W notatkach spokrewnionej rodziny Stankiewiczów odnaleźć można fragment dotyczący powrotu artysty do Polski: 21 września powrócił do Krakowa: Wyładowaliśmy kufry, oprócz pa­pierów z rysunkami i książek nie ma literalnie nic, (…) trzeba było pana artystę zabrać do krawca, szewca et consortes, ubrać, aby się mógł na ulicach Krakowa pokazać.  
 
Fragment kościelnej polichromii z motywem róży, autorstwa Wyspiańskiego


W 1894 roku Wyspiański zaangażowany został przy realizacji polichromii do kościoła Franciszkanów w Krakowie. Poszukiwanie odpowiednich motywów zdobniczych, kazało mu sięgnąć ,zgodnie ze neogotycką manierą, do źródła jakim jest natura. Podobnie jak Matejko posiadał swój Skarbczyk, Wyspiański zaczął kompletować własny szkicownik, tzw. Zielnik. Nazwa Zielnik pochodzi z zapisu na tekturce stanowiącej element oprawy zbioru rysunków będącego w kolekcji Włodzimierza Żuławskiego. Wyspiański z całym entuzjazmem poderwał się do pracy i jak pisze w liście do swojego najserdeczniejszego przyjaciela, Lucjana Rydla: Najbujniejsze kwiatków krzaki powyrywałem z łąk i skał pod Bielanami i snop cały przyniosłem do siebie (…) jak ja lubię wśród tych kwiatów siedzieć. Malwy, dziewanny co to za cudne rośliny, jakie to strzeliste kształtów pędy, jakie to żywe, rozmowne kwiaty. Dziecięce zauroczenia formą zasuszonych kwiatów, ostów i kąkolów, mogły teraz być realizowane podczas fascynującego procesu zbierania szkiców z natury.

Na kartach Zielnika, starał się z największą dokładnością odwzorowywać wszystkie kształty łodyg i listków, mierząc odległości elementów od siebie i wzajemne proporcje. Odtwarza najdrobniejsze detale, wszystkie zgrubienia, pofalowania, wypustki i załamania, a nawet drobniutkie włoski. Uważnie przyglądał się kształtom jakie tworzą liście i charakterystyczna siatka nerwowa na ich powierzchni. Zauważał jak wyglądają te elementy budowy roślin pod różnym kątem patrzenia i jaką przybierają formę. Może jeszcze dokładniej badał budowę kwiatu zarówno z różnych rzutów perspektywicznych i w przekroju. Starał się najdokładniej jak mógł obrysowywać kontury jakie tworzą płatki i narządy rodne roślin. Często rozdzielał elementy kwiatu na części by przyjrzeć im się dokładniej i rysował osobno. Niespotykanym zabiegiem jest również rysowanie jakby powiększeń z przybliżeniem na ledwo widoczne szczegóły, które tworzą ciekawe siatki i wzory. Kwiatostan kolorował najczęściej akwarelą lub kredką, resztę zostawiał rysowaną ołówkiem. Warto zauważyć, że Wyspiański na niektórych kartkach, próbuje naturę jakby poprawić, stosuje nieistniejącą symetrię, nietypowo zagina i zawija pędy, w sposób nie mający odniesienia do rzeczywistości.Najwyraźniej już w trakcie szkicowania Wyspiański nadawał roślinom pewny dekoracyjny styl, którego w naturze nie mają. Rysunki Zielnika opatrzone są notatkami odnoszącymi się do obserwacji, ale też elementami koniecznymi przy katalogowaniu, takimi jak miejsce zbioru i data. Prócz tego, zawierają informacje o kolorach i ich gradacji na płatkach od nasady do brzegów, odcienie koszyczków, pąków i słupków. Wiele spośród szkicowanych roślin to okazy bardzo rzadkie i trudne do odnalezienia. Karty Zielnika dokumentują trasy przemierzane przez artystę oraz miejsca, gdzie zbierał swoje rośliny. Są to Bielany, Przegorzały, góra Bronisławy nad Wisłą, Zwierzyniec, skały Panieńskie i grota Twardowskiego. Zapuszczał się też w stronę Mogiły gdzie znajdował ulubione dziewanny. Dalsze tereny poszukiwań to Zabierzów, Kalwaria Zebrzydowska i Barwałd, skąd przywoził rośliny, by potem rysować je w pracowni. 
 
Wyspiańskiego zainteresowały działki kielicha, ich kształt i ułożenie, dlatego
w prawym dolnym rogu, stylizuje i układa je „po swojemu” w ciekawy wzór. Ponadto uwagę przykuwa powtarzany na kartce motyw ułożenia i wzajemnego dopasowania nasion z charakterystycznym zabarwieniem na końcówkach i powstała w wyniku tego siatka. Wyspiański szuka również inspiracji szkicując narządy rodne rośliny, słupek i pręciki


Tu artystę fascynuje budowa pięciodziałowego kielicha, płatków korony i znajdujący się w środku słupek otoczony dużą ilością pręcików. Symetryczne i harmonijne ustawienie pręcików względem słupka i płatków jest przedmiotem szczegółowych badań artysty. Tak samo liście o charakterystycznym, obłym kształcie wraz z unerwieniem i nierozwinięty kwiat dostarczają pomysłów na ciekawe rozwiązania. Delikatne lawowanie fragmentów płatków i korony, daje iluzję przestrzeni i głębsze pojęcie o bryle naszkicowanej rośliny



W liście do Rydla pisze o pomysłach, po które sięga wprost z budowy roślin: Jakżeż mnie to cieszy, że nie potrzebuję sobie żadnej fatygi zadawać – potrzebuję tylko wziąć do ręki roślinę, obejrzeć, rozpatrzeć i zrozumieć jak rośnie i już mam jej styl i patrząc mogę coraz lepiej ją układać.

Poza narzędziem przy realizacji kościelnych polichromii, Wyspiański widział w Zielniku kopalnię pomysłów i inspiracji. Świadom był tego, że ten obszerny zbiór może stanowić bazę dla wielu elementów zdobniczych. W każdej chwili mógł wykorzystać ją przy pracy dekoracyjnej, ilustratorskiej i wzorniczej. Za poparciem tej tezy przemawia list do Lucjana Rydla: Tymczasem wycieczki na Bielany, nad Wisłę, na łąki po kwiaty i stylizowanie tychże, i od razu zastosowywanie do lamp, świeczników, kolumn, słupów, pasów, fryzów ścian. 
 
schody w Domu Lekarskim w Krakowie wg. projektu Stanisława Wyspiańskiego umotywowane liści kasztanowca


 Ogrom materiałów w ten sposób zebranych Wyspiański uważał za nie gorszy od zbiorów Eugene Grasseta i postanowił wydać jako Studium roślin stylizowanych, a materiałów dla celów zdobnictwa dekoracyjnego do czego jednak nigdy nie doszło. Od czasów powstania Zielnika, aż do końca krótkiego życia Stanisława Wyspiańskiego, motywy roślinne stały się nieodłącznym elementem projektów prac. Wiele z przyszłych, często niezrealizowanych projektów witraży w fazie nascendi, powstało w oparciu o album zwany Zielnikiem.


PODSUMOWANIE

Szkicowanie jak uczy historia jest jednym z najistotniejszych elementów i etapów pracy twórczej, zarówno dla malarza, rzeźbiarza jak i grafika. Matejkowski Skarbczyk był kumulacją zarówno pomysłów, jak i dokładnych badań mających na celu ich realizację. Ponadto posiadał funkcję inwentarza, mającego za zadanie pomóc rekonstruować przeszłość. Z Zielnikiem jest tak, że już gotowe, dokładnie przestudiowane rośliny dostarczały swojemu autorowi dziesiątki pomysłów i idei. Zielnik posiadał także funkcję kolekcjonerską, ponieważ był szczególnym rodzajem albumu, do którego artysta „wsadzał” wybrane przez siebie rysunki. Wyspiański nie musiał daleko szukać, nie potrzebował intensyfikować działania swojej wyobraźni, ponieważ posiadał wszystko czego dostarczyła mu natura. Wystarczyło tylko przyjrzeć się odpowiedniemu fragmentowi doskonałej kompozycji, która jest dziełem natury, żeby znaleźć odpowiadający koncept.



Bibliografia:

1. Wincenty Trojanowski, Stanisław Wyspiański, Księgarnia F. Hoesicka, Warszawa 1928
2. Stanisław Witkiewicz, Jan Matejko, Wydawnictwo Towarzystwa BPU ASP, Kraków 1903
3. Izydor Jabłoński, Wspomnienia o Janie Matejce, Lamus, Kraków 1911

Translate